Obecnie wśród internautów panuje prawdziwy „boom” na darmowe przedmioty. Celowo należy napisać „przedmioty” bo właściwie to co to będzie i czy w ogóle na coś to się przyda jest nieważne. Jedynym wymogiem jest to byle dana rzecz była darmowa. Dotyczy to głównie branży kosmetycznej i gadżetowej, ale powoli proces ten zaczyna obejmować branże odzieżowe czy spożywcze. Właściwie to nie ma mieć o co pretensji, bo przecież darmowe gadżety są po to, żeby je rozdawać. I nie mówię, że wzięcie za darmo długopisów czy koszulki jest złe. Tylko czy naprawdę, trzeba to robić na taką masową skalę i czy jeden człowiek koniecznie musi prosić się poprzez maile o kubki, zapalniczki, perfumy, breloki, podkładki pod mysz, kremy i jeszcze inne rzeczy, skoro nie są mu potrzebne? Bo taka jest w tym wszystkim prawda – „fanatycy” zamawiają co popadnie, tylko po to żeby coś dostać, często jest to im mało potrzebne. Niestety, żyjemy w takim świecie, że wszystko co darmowe jest fajne na zmianę tej sytuacji nie ma raczej co liczyć.
